
Pomyśl, proszę, przez chwilę, jakie są Twoje pierwsze skojarzenia z krzyżem?
Z pewnością macie je bardzo różne. Dla jednych będzie to znak wiary, dla innych cierpienia, śmierci, ofiary, a dla jeszcze innych nadziei, miłości i zwycięstwa.
Dziś, 14 września, w uroczystość Krzyża Świętego, zwaną także Podwyższeniem Krzyża Świętego, wspominamy wydarzenie, które miało miejsce w Jerozolimie w IV wieku. Tradycja chrześcijańska przypisuje odnalezienie krzyża, na którym umarł Jezus Chrystus, świętej Helenie, matce cesarza Konstantyna. Po zburzeniu Jerozolimy w 70 roku miejsce ukrzyżowania Chrystusa zostało zasypane i zabudowane. Według tradycji Helena, która przybyła do Jerozolimy około 326 roku, rozpoczęła poszukiwania miejsc związanych z męką, śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa.
W okolicach Golgoty odnaleziono trzy krzyże: Jezusa oraz dwóch ukrzyżowanych wraz z Nim przestępców. Znaleziono również titulus crucis, czyli tabliczkę z informacją o winie, którą przypisywano Jezusowi.
Tradycja mówi, że Krzyż Chrystusa rozpoznano dzięki cudownemu uzdrowieniu. Kilka lat później, w 335 roku, w Jerozolimie poświęcono bazylikę Grobu Świętego, a uroczystości związane z jej poświęceniem stały się początkiem tradycji, z której wyrosło święto Podwyższenia Krzyża Świętego.
Wydarzenia te miały miejsce w czasie, gdy jeszcze zaledwie kilka lat wcześniej nasze siostry i nasi bracia uczestniczyli w krzyżu Jezusa poprzez swoje męczeństwo. I właśnie tutaj dochodzę do znaczenia Krzyża, które jest dla mnie szczególnie ważne. Upłynęły setki i tysiące lat. Powstały różne tradycje chrześcijańskie, Kościoły i wspólnoty. Mamy różne liturgie, różne sposoby sprawowania sakramentów i różnice teologiczne. Mamy nasze, nazwijmy to, „protokoły rozbieżności”. Czasami wydaje się nawet, że różnice między nami są nie do pogodzenia. A jednak jest coś, co nas ostatecznie łączy. Jest nim Krzyż Chrystusa.
Bardzo mnie poruszają świadectwa chrześcijan z miejsc, w których dochodzi do prześladowań. Z Bliskiego Wschodu, Afryki i wielu innych części świata. W ostatnim czasie słyszymy o nasileniu zabijania chrześcijan między innymi w Nigerii i Demokratycznej Republice Konga. W pamięci mam również wciąż żywe świadectwa prześladowania naszych sióstr i braci przez tak zwane Państwo Islamskie oraz męczeństwo naszych braci w pomarańczowych kombinezonach, zamordowanych na plaży nad Morzem Śródziemnym w Libii.
Ten wpis, który wspomina męczennice i męczenników, nie jest jednak tylko o prześladowaniach. Jest przede wszystkim o jedności chrześcijan w Krzyżu. Kiedy ktoś prześladuje chrześcijan, zazwyczaj nie pyta, z jakiej tradycji kościelnej pochodzimy. Słyszy wyznanie wiary: „Jezus jest Panem”. I właśnie to wystarcza, aby odebrać życie naszej siostrze albo naszemu bratu.
Oczywiście zdarzają się również sytuacje najbardziej tragiczne, kiedy chrześcijanie mordują chrześcijan lub innych ludzi. Ta karta historii chrześcijan jest skandalem. Niestety, wciąż się nie skończyła. To wymaga przyznania się do winy, modlitwy, nawrócenia i pokuty. Dziś jednak nie o tym.
Dziś chcę patrzeć na Krzyż jako na znak jedności chrześcijan. Nie oznacza to, że nasze różnice nie mają znaczenia. Jedność jest zdolnością do odkrycia tego, co jest większe niż nasze różnice. A Krzyż jest zawsze większy. Wszyscy, niezależnie od naszych teologicznych różnic, patrzymy na Krzyż jako na znak Chrystusa. Znak nadziei i miłości, zbawienia i zwycięstwa życia nad śmiercią.
Dlatego dzisiaj, patrząc na Krzyż, chcę pamiętać o męczennicach i męczennikach, o tych, którzy oddali życie za Chrystusa, i o tych, którzy również dzisiaj cierpią i giną tylko dlatego, że są chrześcijanami, że spotykają się pod krzyżem.
Kochani, bracia i siostry, z całego serca zapraszam Was i proszę, abyście wzięli dziś do ręki krzyże, które macie u siebie w domach, mieszkaniach, które nosicie na szyi. Zwróćcie na nie uwagę. Może właśnie dziś wytrzyjcie je z kurzu, ucałujcie i podziękujcie Bogu za Jego wielką miłość i za to, że przez krzyż odnajdujemy siostry i braci.
Wasz brat,
biskup Tomasz Jordan